Czym pracuje trener? Narzędzia w pracy trenera: Emocje

Czym pracuje trener? Narzędzia w pracy trenera: Emocje

Przypuszczam, że wielu trenerów myśląc o narzędziach w swojej pracy wymieni: projektor, flipchart, materiały szkoleniowe, nawet techniki: ćwiczenia, gry etc. W moim rozumieniu są to raczej gadżety. Ważne, bo bez nich w wielu przypadkach nie da się zrobić szkolenia. Jednak podstawowym narzędziem dla trenera jest on sam: jego myśli, uczucia, działania, wiedza umiejętności. I to narzędzie trzeba szlifować, a także o nie dbać.

Dysponując opisanymi wyżej gadżetami, trener na sali szkoleniowej podejmuje w trakcie szkolenia wiele decyzji. Systemowo rzecz ujmując – ma osiągnąć określony cel, a płacą mu za to, by z tą konkretną grupą właśnie ten cel osiągnąć. Do tego musi analizować proces grupowy – będąc jednocześnie wewnątrz grupy, w dodatku w roli autorytetu. Jest to bardzo skomplikowana społecznie sytuacja, w której aż kotłuje się od emocji poszczególnych uczestników, tworzy się tożsamość grupowa, działają przeniesienia, przeciwprzeniesienia. Ludzie wchodzą w kontakt z trenerem, między sobą. Działają systemy (system, jeśli to szkolenie zamknięte), które narzucają taki a nie inny sposób obioru pojawiających się na szkoleniu treści, na przykład w określeniu przydatności lub nie jakiegoś sposobu działania, który grupa ćwiczy. Z każdym z tych zjawisk trener musi „dialogować” – podlegać jego wpływowi jednocześnie zachowując niezależność. Do tego należy się odpowiednio przygotować i to w różnych obszarach.

Jednym z istotniejszych, jest tu przygotowanie emocjonalne. Za bardzo pożądane w tym zawodzie uważam:

  • Umiejętność odróżniania własnych emocji od grupowych oraz indywidualnych poszczególnych uczestników. Wcale nie taka prosta sprawa w kilkunastoosobowej grupie.
  • Umiejętność śledzenia emocji, poczuć pojawiających się w czasie pracy i wyciągania na ich podstawie wniosków diagnostycznych o grupie.
  • Świadomość własnych reakcji emocjonalnych na różne zjawiska grupowe, zwłaszcza te o nieprzyjemnych charakterze: agresję, żałobę etc. oraz na poszczególne fazy procesu grupowego.
  • Zdolność do kontenerowania trudnych emocji i stanów: złości, bezradności, lęku i wielu innych. Chodzi tu o pomoc uczestnikom w poradzeniu sobie z trudnymi emocjami towarzyszącymi zmianom, które wywołują często zachowania agresywne wobec trenera lub grupy. Trener ma to wszystko przyjąć (na ogół) i oddać grupie w przetworzonej, nieagresywnej wersji, na przykład interpretacji tego co się w grupie dzieje, pomocy pojedynczym osobom, przerobieniu kontraktu etc.
  • Umiejętność wyciągania konstruktywnych dla grupy wniosków pomimo własnego dużego rezonansu emocjonalnego, na przykład własnych reakcji przeniesieniowych na któregoś z uczestników, do konkretnych sytuacji – chociażby konfliktu.

Istotnym jest, by już na etapie przygotowania trenerskiego szlifować to narzędzie. Podobnie jak sportowiec ćwiczy konkretne grupy mięśni, które muszą znieść większe przeciążenia niż w czasie „zwykłego użytkowania”.

Oczywiście można to osiągnąć na wiele sposobów, często ze sobą współwystępujących. Pierwszym z nich jest uczestniczenie w szkole trenerów, której istotną częścią jest nie tylko poznawanie algorytmów w pracy z grupą: ćwiczeń, sposobów budowania kontaktu, czy nawet zdobywanie wiedzy na temat procesu grupowego, ale i samego siebie/samej siebie. Chodzi o świadome reflektowanie własnych reakcji emocjonalnych na poszczególne zjawiska intra i interpersonalne, na przykład opór, konflikt, bliska więź, strach, autorytet, opuszczenie etc. To wszystko, co później wydarza się w grupach. Jest to rodzaj doświadczenia „nie-do-wyczytania” w książkach, opracowaniach. Składa się na to całe nasze wcześniejsze życie, zwłaszcza doświadczenia rodzinne. Jeśli zresztą ktoś jest ciekawy tego „jak to się wszystko stało” – na pewno wnoszącym doświadczeniem będzie własna terapia.

Trenerowi, jeśli mu jakoś życie bardzo nie przeszkadza, terapia nie jest niezbędna. Konieczna jest natomiast wiedza i świadomość własnych reakcji emocjonalnych, także poznawczych na określone bodźce społeczne. Nie ważne jak do tego doszło – ważne, że na kryzys grupowy reagujesz takimi uczuciami, myślami, wyobrażeniami, wspomnieniami. Tego właśnie nie da się wyczytać. Albo raczej da się, ale na pewnym ogólnym poziomie: można tak, tak, tak albo tak. Ale jak Ty trenerze osobiście reagujesz – musisz tego doświadczyć, żeby się dowiedzieć. Najlepiej w miejscu, w którym zidentyfikujesz na jakie wątki jak reagowałeś.

Świadomość własnych reakcji emocjonalnych umożliwia także umiejętne odróżnianie tego co sam czuję, a co jest na przykład na mnie projektowane. To bardzo istotna kompetencja, gdyż pozwala szybko zdiagnozować jakie wątki i dylematy rozwojowe niesie ze sobą grupa i na tej podstawie dobrać odpowiednie techniki w pracy z tym konkretnym zespołem. Na przykład, jeśli w grupie nie będącej w fazie kryzysu trener odczuwa duże napięcie rywalizacyjne przy jakichś konkretnych działaniach, może to świadczyć o niższych niż w innych obszarach kompetencjach uczestników. Rywalizacja bowiem może się brać z niskich kompetencji i co za tym idzie – lęków, z którymi uczestnicy usiłują sobie poradzić znajdując gorszych od siebie. Tylko do tego musi wiedzieć, jak sam reaguje na rywalizację. I w dodatku dobrze by było, gdyby odróżnił napięcie rywalizacyjne adresowane bezpośrednio do niego od tego, które jest współdzielone przez grupę. To pierwsze może bowiem świadczyć o dużej rywalizacji o władzę w grupie, a drugie właśnie o lękach kompetencyjnych. Tego wszystkiego dobrze jest się nauczyć. Oczywiście sama szkoła trenerów nie wystarczy, może jednak stworzyć podwaliny. Rozumiem je jako pewne wdrożenie do analizowania własnych emocji w odniesieniu do konkretnych sytuacji grupowych. Pierwsze próby w łączeniu własnych odczuć z wydarzeniami na grupie. W dodatku istotnym jest robienie tego publicznie, przy grupie. Dobrze przygotowuje to późniejszego korzystania z superwizji, która wymaga „upubliczniania” własnych emocji. O roli superwizji w pracy trenera można poczytać tu, na potrzeby tego artykułu dodam, że dzięki uczestniczeniu w takim sposobie pracy pogłębiamy swoją wiedzę o reakcjach emocjonalnych. Poza tym łatwiej się później żyje, istnieje mniejsze ryzyko wypalenia zawodowego, jeśli nauczymy się traktować swoje uczucia jako narzędzie w pracy. Łatwiej wówczas wracać do domu. I nie chodzi tu o przedmiotowe traktowanie samego siebie, a o świadomość, że to co czułem na sali szkoleniowej wynikało z takich a takich zjawisk, a nie jest na przykład odbiciem własnych dylematów zawodowych.

Emocjonalne poznanie samego siebie jest również istotne w drugą stronę – chroni grupę przed naszymi nierozwiązanymi konfliktami wewnętrznymi, nieprzeżytymi emocjami etc. Mając świadomość własnych reakcji emocjonalnych możemy łatwo wychwycić, że dzieje się coś niedobrego i znaleźć bezpieczne dla uczestników rozwiązanie.

Dlatego reasumując – warto wybrać się na szkołę trenerów, która wdraża nas m.in. do śledzenia własnych reakcji emocjonalnych – a to musi „kosztować” czas, który na to poświęcamy. Dlatego szkoła powinna być dłuższa, niż 100 godzin. A po drugie – superwizujmy się na potęgę – będziemy wtedy emocjonalnie „pewniejsi”.

Opracowanie: Tomasz Wojciechowsju


powrót do listy

Inne wpisy na naszym blogu które mogą Cię zainteresować


Motywowanie do uczestniczenia w szkoleniu

Metody prowadzenia szkoleń indywidualnych

Trener jako ekspert

Kontakt


Zostaw nam wiadomość – skontaktujemy się w ciągu 24 godzin!



Zapisz się na Newsletter i otrzymuj wiadomości o wpisach na Blogu i promocjach.